Opublikowano

Jak uczyć się z fiszek, a czego one za Ciebie nie zrobią

Fiszka z pytaniem Czym jest komorka, widok na komputerze

Fiszka wygląda banalnie: pytanie z jednej strony, odpowiedź z drugiej. Przez ten banał łatwo ją zlekceważyć albo użyć źle, jako ładniejszej wersji notatki. A fiszka notatką nie jest. Notatkę się czyta. Fiszkę się zdaje. To jest cała różnica i z niej bierze się wszystko, co fiszki potrafią.

Dlaczego to działa: bo jest niewygodne

Czytanie notatki jest przyjemne. Poznajesz zdania, wszystko brzmi znajomo, masz poczucie, że umiesz. To poczucie jest głównym oszustem w nauce do matury. Znajomość tekstu to nie to samo co umiejętność odtworzenia go bez tekstu.

Fiszka odbiera Ci tekst. Zostaje pytanie i pusta głowa, którą musisz czymś wypełnić sama. To jest niewygodne i właśnie dlatego działa: wysiłek przypominania sobie zostawia po sobie ślad, którego samo czytanie nie zostawia. W psychologii uczenia się nazywa się to efektem testowania. Po ludzku: zapamiętujesz to, co wyciągałaś z pamięci, a nie to, co przez nią przepłynęło.

Druga rzecz to rozłożenie w czasie. Trzy krótkie spotkania z tym samym materiałem w trzech różnych dniach zostawiają więcej niż jedno długie. Fiszki są do tego stworzone, bo dają się robić po dziesięć minut: w autobusie, przed lekcją, w kolejce.

Czego fiszki nie zrobią za Ciebie

Fiszki są narzędziem do jednej konkretnej rzeczy: do tego, żeby fakty i definicje były w głowie od ręki, bez szukania.

Nie zrozumiesz z fiszek cyklu Krebsa. Nie nauczysz się z nich czytać wykresu z zadania ani budować odpowiedzi na polecenie „wyjaśnij, dlaczego”. Matura z biologii w dużej części sprawdza właśnie to drugie.

Ale te dwie rzeczy nie stoją obok siebie, tylko się zazębiają. Kiedy w zadaniu musisz się zatrzymać i przypomnieć sobie, co to właściwie jest kodon, cała Twoja uwaga idzie na przypominanie, a nie na zadanie. Fiszki mają zdjąć z Ciebie ten koszt. Wtedy głowa zostaje wolna na to, co w zadaniu jest naprawdę trudne.

Jak wygląda dobra fiszka

  • Jedno pytanie, jedna odpowiedź. „Wymień wszystkie hormony przysadki” to nie fiszka, to lista. Rozbij ją na kilka.
  • Pytanie ma być pytaniem. Nie „Osmoza”, tylko „Czym różni się osmoza od dyfuzji prostej?”. Hasło da się „znać”. Na pytanie trzeba odpowiedzieć.
  • Odpowiedź własnymi słowami. Przepisana z podręcznika wraca w głowie jako obcy tekst, którego nie umiesz użyć w zadaniu.
  • Pytaj o różnice i przyczyny, nie tylko o nazwy. „Dlaczego kod genetyczny jest zdegenerowany?” uczy więcej niż „Co to jest degeneracja kodu?”.
  • Sama robota nad fiszką to już nauka. Żeby zmieścić odpowiedź w trzech zdaniach, musisz najpierw zdecydować, co jest w niej najważniejsze. To decydowanie jest tu połową roboty.

Jak się nimi uczyć, żeby to miało sens

Odpowiadaj, zanim odwrócisz. Na głos albo w myślach, ale całym zdaniem. Odwrócenie karty i kiwnięcie głową „no tak, wiedziałam” to czytanie notatki w przebraniu.

Krótko i często. Dziesięć minut dziennie robi więcej niż dwie godziny raz w tygodniu. Jeśli chcesz to poukładać na dłużej, mamy osobny tekst o tym, jak rozłożyć materiał na tygodnie.

Wracaj do tych, które poszły źle. Karta, którą umiesz, nie potrzebuje Cię. Karta, na której się zacięłaś, potrzebuje.

Mieszaj działy. Kiedy przerabiasz sto kart z jednego działu pod rząd, po dwudziestej odpowiadasz z rozpędu, bo wiesz, o czym będzie pytanie. Wymieszane działy zmuszają do rozpoznania, o co w ogóle chodzi. Na maturze zadania też nie są posortowane.

Nie rób z tego wyścigu. Liczba przerobionych kart nic nie znaczy, jeśli przy każdej odwracałaś od razu.

Anki, Quizlet i zwykłe kartki

Nie musisz robić fiszek u nas. Warto wiedzieć, co jest na rynku:

Anki. Najbardziej rozbudowane narzędzie, z algorytmem, który sam rozkłada powtórki w czasie i podsuwa kartę wtedy, kiedy zaraz ją zapomnisz. Darmowe na komputerze i na Androidzie, płatne na iPhonie. Za to interfejs jest surowy, a ustawienia potrafią zniechęcić na starcie. Jeśli chcesz jedno narzędzie na lata i nie boisz się konfiguracji, to jest to.

Quizlet. Ładniejszy i łatwiejszy na wejściu, z trybami testów i gier. Część funkcji jest płatna. Gotowe zestawy od innych użytkowników bywają pełne błędów, bo nikt ich nie sprawdza, więc zanim się z takiego nauczysz, przejrzyj go krytycznie.

Zwykłe kartki. Serio. Papier działa, a samo pisanie ręką to dodatkowa powtórka. Wady – dwie: kartki się gubią i nie masz ich (wszystkich) przy sobie w autobusie.

Nasze fiszki nie mają zastąpić Anki. Rozwiązują inny problem: żeby materiał do powtarzania był dokładnie ten, którego uczysz się na kursie, sprawdzony przeze mnie i żebyś nie musiała najpierw zbudować własnej talii od zera.

Jak to wygląda u nas

Fiszki z biologii są na stronie dostępne bez logowania, więc możesz je przejrzeć, zanim cokolwiek zdecydujesz.

Fiszka z pytaniem „Czym jest komórka?” w widoku na komputerze
Jedna karta na ekranie. Pytanie i tyle. Zanim klikniesz, odpowiedz sobie.

Karta pokazuje pytanie. Odpowiadasz w głowie, klikasz, sprawdzasz.

Odwrócona fiszka z odpowiedzią w widoku na telefonie
Druga strona. Dopiero teraz widzisz, czy naprawdę wiedziałaś.

Przy każdej karcie widać, skąd pochodzi i z jakiego jest działu. Podpis „Anatomia Matury” oznacza fiszkę od nas, ułożoną pod ten sam materiał, który jest na kursie.

Nad kartą wybierasz działy. Jeśli nie zaznaczysz żadnego, uczysz się losowo ze wszystkiego, czyli dokładnie tak, jak było wyżej o mieszaniu. Wybór zapamiętujemy, więc wrócisz do niego następnym razem. Na telefonie kartę zmieniasz też przesunięciem palca w bok.

Pod kartą jest gwiazdka „Dodaj do ulubionych”. Ulubione to Twoja półka z tym, co Ci nie wchodzi: masz do niej osobną zakładkę, a karty z niej częściej wypadają na początek talii. Działa z aktywnym dostępem do Setki z biologii.

Kursantki Setki mogą też dopisywać własne fiszki. Taka fiszka jest prywatna – widzisz ją tylko Ty, obok naszych, a poprawiasz ją i kasujesz w zakładce „Moje fiszki”. To jest miejsce na te trzy rzeczy, które akurat Tobie nie chcą wejść do głowy.

Zbiór dopiero rośnie: zaczynamy od działu Komórka i dokładamy kolejne, więc warto zaglądać.

Na koniec

Fiszki nie są magią i nie zastąpią rozwiązywania arkuszy. Robią jedną rzecz: sprawiają, że to, co musisz mieć w głowie od ręki, faktycznie tam jest. Reszta uwagi zostaje wtedy na to, co w zadaniu naprawdę wymaga myślenia.

Jeśli masz zacząć od czegoś dzisiaj, zacznij od tego: przez tydzień dziesięć minut dziennie, na głos, całym zdaniem. Tyle wystarczy, żeby zobaczyć, czy to jest metoda dla Ciebie.